Co tak naprawdę ukrywa się w przeręblu?

Dzisiejsza technologia zapewnia nam niespotykany do tej pory w przyrodzie komfort. Nasze systemy ogrzewania i klimatyzacji wnętrz utrzymują nasze ciała w optymalnych temperaturach niezależnie od tego czy na zewnątrz mamy srogie mrozy czy upały. Czy jednak ten wieczny komfort jest rzeczywiście dobry dla naszych organizmów, które ewoluowały będąc narażone na długotrwałe niskie lub wysokie temperatury, z często gwałtownymi zmianami? Co jeśli to wieczne umożliwianie pójścia na łatwiznę wewnętrznym mechanizmom homeostatycznym bardziej szkodzi naszemu zdrowiu niż mu pomaga?

56243205 - man swimming in the ice hole with emotional face

Takie wątpliwości leżą u podstaw argumentacji, że człowiek powinien od czasu do czasu przypomnieć swojemu organizmowi o tym że nie zawsze było tak kolorowo. Zwolennicy tego typu teorii wystawiają swoje ciała na ekstremalne temperatury. Aktywności te przyjmują najróżniejsze odmiany. Od tradycyjnych kąpieli w zimnym jeziorze i sauny, do zaawansowanych kriokomór. Sam czasami korzystam z sauny gdy jestem w spa lub na basenie. Jednak zawsze z podziwem patrzyłem na morsów – ludzi którzy z własnej woli rozbierają się przy minusowych temperaturach i wskakują do przerębli. Mój pierwszy kontakt z zimnem to był lodowaty prysznic jaki wziąłem po lekturze książki Flinch. Zimno w tym przypadku miało jedynie za zadanie sprawdzenie i pokonanie odruchu powstrzymującego przed dobrowolnym wystawieniem się na dyskomfort. Te dwadzieścia sekund lodowatego prysznica będę długo pamiętał. Totalny szok, szybki oddech, dreszcze. Po tym doświadczeniu zimno zniknęło z mojego radaru na dłuższy czas, jednak nie na zawsze. W grudniu ubiegłego roku, moja Żona dostała zaproszenie by poprowadzić rozgrzewkę przed morsowaniem. Jako że oboje lubimy nowe wyzwania postanowiłem jej towarzyszyć i oczywiście również skorzystać z kąpieli. Tym razem zamiast krótkiego prysznica o temp. 10 stopni w ciepłej łazience, czekała na mnie woda o temp. 2-4 stopni przy temperaturze powietrza około 0 stopnia. Okazało się że stres związany z tą kąpielą był jakby mniejszy. Może sprawiła to wspaniała atmosfera Myszkowskiego Klubu Morsa, ale zniosłem to doświadczenie nadspodziewanie dobrze. Na tyle dobrze, że w kolejnych tygodniach powtórzyłem to dwukrotnie, a w domu przypomniałem sobie także o zimnym prysznicu. Początkowo brałem zimny prysznic przez ok 1 min zaraz po treningach. Jednak musiałem zrewidować ten nawyk po wysłuchaniu podcastu Art of Manliness, którego jestem regularnym słuchaczem. Udzielał tam wywiadu Scott Carney. Jego rewelacje na temat działania zimna na organizm ludzki sprawiły, że poczułem potrzebę by dowiedzieć się czegoś więcej o tym czy rzeczywiście zimno przynosi takie korzyści o jakie się je posądza i jakie to dokładnie korzyści są. Na szczęście okazało się, że ta dziedzina jest całkiem dobrze zbadana. Po przebrnięciu przez dziesiątku opracowań postanowiłem wiedzę tą usystematyzować. Okazuje się bowiem, że temat lodowych kąpieli jest bardziej skomplikowany niż wygląda na pierwszy rzut oka, ale nie uprzedzajmy… Poniżej przeczytacie o moich konkluzjach z lektury, pogrupowanych w tematyczne bloki. Czy zatem warto poddawać się dobrowolnie tym torturom?

Po treningu

Wszyscy widzieliśmy częste, ale coraz rzadsze obrazki sportowców zanurzonych w beczkach z lodowatą wodą. Powszechnie wiadomo, że zimno zapobiega stanom zapalnym i obrzękowi mięśni i jako takie jest zalecane po treningu. Co na ten temat mówi nauka?
Bardzo często przytaczanym badaniem, sugerującym przyśpieszenie procesu regeneracji  przez stymulację zimnem po wysiłku fizycznym jest badanie przeprowadzone na grupie kolarzy w roku 2012. Badanie to jednoznacznie konkluduje, że zimne kąpiele mają pozytywny wpływ na szybką regenerację i polepszenie wyników, ale dotyczyło ono jedynie krótkotrwałych przerw pomiędzy intensywnymi sesjami wysiłkowymi.
Kolejne badanie sugeruje, że uszkodzone podczas treningu mięśnie szybciej regenerują się już po jednej 3minutowej sesji krioterapii w temp. -110C. Bardzo dobre rezultaty osiągnięto także w  tym badaniu , tym razem stosując zwykłą zimną wodę zamiast typowej krioterapii.clipboard01
Z drugiej strony mamy jedno z najbardziej cytowanych badań w tej dziedzinie w ostatnich latach, przeprowadzone w 2015 r. na Uniwersytecie Queensland. Okazuje się, że zarówno stany zapalne jak i obrzęk mięśni po treningu to część naturalnego procesu, który prowadzi w dłuższym okresie do polepszenia ich parametrów.  Przytoczone badanie jednoznacznie wskazuje, że jeśli chodzi o efekty długoterminowe, zimne prysznice po treningach mają skutki negatywne zarówno dla przyrostu masy mięśni jak ich wydajności.  Co nie jest sprzeczne z żadnym z wcześniej wspomnianych badań, ponieważ w odróżnieniu od nich, mowa jest tutaj o skutkach długoterminowych.
Podsumowując – badanie z 2015 roku odwróciło poprzedni trend. Do tego czasu niemal wszystkie autorytety i sportowcy sugerowali branie lodowych kąpieli lub prysznicu po każdym treningu. Dzisiaj większość autorytetów radzi jako regułę stosować normalny prysznic, rezerwując ten lodowaty na sytuację kiedy szybki powrót do sprawności po ćwiczeniach jest ważniejszy niż długotrwałe efekty (np na zawodach pomiędzy konkurencjami) oraz krioterapię jako skuteczną metodę szybkiego leczenia niektórych urazów. Po normalnych treningach ćwiczenia pozwalające na łagodne spowolnienie tętna dadzą lepsze rezultaty.  Należy zaznaczyć, że to przeciwwskazanie dotyczy tylko sytuacji bezpośrednio po treningu. Tyle jeśli chodzi o lodowate prysznice po treningach, ale co z morsowaniem, które niekoniecznie jest uprawiane po treningu lub nawet przez sportowców?

Czy zimna woda zdrowia doda?

Nasze morsy jak i wszyscy którzy mają na tyle odwagi by brać zimne prysznice, z pewnością znają ten niesamowity dreszcz pozytywnych emocji występujący po lodowatych kąpielach. Mechanizm polepszenia nastroju pod wpływem zimna jest udowodniony i opisany przez badanie, ukazujące że działanie zimnej wody powoduje zalanie naszych mózgów neurotransmiterami odpowiedzialnymi za polepszenie nastroju. Wynik ten osiągnięto po poddaniu badanych regularnym, codziennym, kilkuminutowym zimnym prysznicom. Skutkiem tego badania były pierwsze próby leczenia depresji za pomocą zimna. W Finlandii w 2004 r., podczas badania przeprowadzonego na tamtejszych morsach okazało się, że skutki regularnego morsowania przez cały zimowy sezon to: lepsze samopoczucie, żywiołowość oraz znaczne złagodzenie symptomów reumatyzmu, astmy i fibromialgi. No dobrze, złagodzenie symptomów i polepszenie samopoczucia to bardzo fajne rzeczy, ale czy zimno rzeczywiście może pomóc nam realnie poprawić stan naszego zdrowia? By na to odpowiedzieć, przyjrzyjmy się co dokładnie dzieje się podczas wystawienia naszego organizmu na zimno:
Po pierwsze – uwalniana jest noradrenalina, czyli neurotransmiter który ma za zadanie umożliwienie szybkich, precyzyjnych i silnych reakcji (z grubsza to czego spodziewalibyśmy się po organizmie wrzuconym do lodowatej wody).  Mobilizuje do działania, poprawia koncentrację, ułatwia zapamiętywanie.
Po drugie – uwalniana jest dopamina  – kolejny neuroprzekaźnik, który w wielkim uproszczeniu pomaga utrzymywać uwagę, pamięć, myślenie, wspomaga rozwiązywanie problemów
Po trzecie na skutek ekspresji jednego z genów, powstaje i uwalniane jest białko RBM3, które jest, między innymi, odpowiedzialne za odbudowywanie połączeń neuronalnych w mózgu. Te badania były co prawda przeprowadzane na myszach, ale jeśli udałoby się powtórzyć ich wyniki u ludzi, mogłoby to być przełomowe w leczeniu niektórych chorób neurologicznych, takich jak Alzheimer. Białka te również grają rolę w polepszeniu; przetrwania, wielkości i wydajności komórek mięśniowych u zwierząt, a także zapobiegają atrofii mięśniowej.
Po czwarte działanie antyzapalne. Tutaj wracamy do noradrenaliny, która poza byciem neurotransmiterem, jest również hormonem i przyczynia się do zmniejszenia stanów zapalnych. Nie wszystkie stany zapalne są złe – niektóre, jak już wspomnieliśmy, występują jako naturalna reakcja organizmu i sprawują ważne funkcje. Czasami jednak wymykają się spod kontroli i stają się źródłem wielu problemów zdrowotnych. Istnieją przesłanki (jeszcze nie dowody), że noradrenalina może pomagać w trzymaniu przewlekłych stanów zapalnych pod kontrolą.
Po piąte – układ odpornościowy. Najbardziej obiecująco dla amatorów zimnych kąpieli brzmią wyniki badań, podczas których poddawano badanych ekspozycji na zimno i następnie mierzono poziomy wytworzonych leukocytów,  limfocytów, oraz komórek NK, czyli podstawowych elementów układu odpornościowego. Okazało się, że u osób poddanych działaniu zimna nastąpił znaczny wzrost ich produkcji. Co prawda badani nie kąpali się w zimnej wodzie, ale przebywali przez dwie godziny w komorze o temperaturze 5 stopni Celsjusza, co jest warunkami trochę innymi, od krótkotrwałej i intensywnej ekspozycji jaką jest morsowanie. Bezsprzecznie jednak morsowali uczestnicy badania przeprowadzonego w roku 1999,   podczas którego badano czy lekki stres oksydacyjny jaki się wytwarza podczas zimnych kąpieli prowadzi do polepszenia zdolności oksydacyjnej adaptacji. Otrzymano wyniki stwierdzające zwiększoną produkcję glutationu i innych przeciwutleniających substancji potwierdzających zwiększoną zdolność autoimmunologiczną organizmów morsujących ludzi. To bardzo dobra nowina, ponieważ przeciwutleniacze są odpowiedzialne za oczyszczanie naszych organizmów z wszelkich, potencjalnie toksycznych odpadów, jakie są produkowane podczas normalnego funkcjonowania. Inne badanie sugeruje, że regularne morsowanie obniża o 40% prawdopodobieństwo wystąpienia infekcji dróg oddechowych.
Po szóste – obniżenie poziomu kortyzolu, czyli jednego z hormonu stresu, którego długotrwałe oddziaływanie na nasz organizm jest bardzo niekorzystne.

Podsumowując – jeśli chodzi o ogólny wpływ na zdrowie, to jeśli chodzi o wzmożenie odporności organizmu, morsowanie wygrywa na całej linii, trenując u nas wytwarzanie przeciwciał, oraz uruchamiając inne korzystne reakcje. Warunkiem jest jednak morsowanie regularne i nie robienie tego w sytuacji gdy już czujemy się chorzy. Wtedy nasz organizm już i tak produkuje przeciwciała tak szybko jak potrafi więc taki bodziec nic nie da, a może zaszkodzić.

Odchudzanie w przeręblu?

Okazuje się, że zimno ma także udział w spalaniu tłuszczu. Nie jest to jednak proces prosty i jednoznaczny. Rzecz w tym, że w naszych ciałach znajdują się dwa rodzaje tłuszczu. Ten dobry jest zwany brązowym tłuszczem, ten drugi dobry jest zwany białym. Brązowy tłuszcz jest twoim przyjacielem, ponieważ pomaga spalać kalorie, a magazynujemy go w okolicach szyi i karku. Biały tłuszcz jest twoim przyjacielem ponieważ magazynuje duuużo energii. Niestety magazynujemy ją najczęściej na brzuchu i biodrach, ponieważ jest ciężka, a tam jest ją najwygodniej nosić. Te rezerwy strategiczne były niezwykle ważne dla naszych przodków, a dzisiaj popadły w niełaskę. Biały tłuszcz dzisiaj jest o wiele łatwiejszy do zakumulowania, o wiele trudniej się go pozbyć. Jego nadmiar oczywiście powoduje szereg problemów zdrowotnych, ale o tym nie trzeba nikogo przekonywać. Pewnie dlatego brązowy tłuszcz nazwaliśmy dobrym, a biały – złym.  Najwięcej brązowego tłuszczu produkują niemowlęta ponieważ pomaga im małym ciałkom utrzymać temperaturę. Temperatura, jak pewnie się już domyślacie, odgrywa tutaj kluczową rolę. Brązowy tłuszcz to grzejnik wykorzystujący jako paliwo biały tłuszcz, tym samym czyniąc jego spalanie drugim mechanizmem szybkiego generowania ciepła w nagłej potrzebie (zaraz po dreszczach).  Z biegiem lat rośniemy, nasze organizmy utrzymują ciepło bardziej efektywnie, a brązowy tłuszcz staje się coraz mniej potrzebny i zanika. Pozostają obecne tylko jego niewielkie ilości. Co ciekawe, osoby z nadwagą posiadają go jeszcze mniej i trudniej się on u nich uaktywnia. Gdyby jednak znaleźć sposób na zaprzęgnięcie nawet tej niewielkiej ilości brązowego tłuszczu do pracy, w dłuższym okresie czasu może on wspomóc spalanie białego tłuszczu, czyli właśnie tego, którego nie chcemy. Okazuje się, że przebywanie w zimnym środowisku aktywuje właśnie naszego brązowego przyjaciela. Co więcej, regularne ekspozycje na zimno powodują zwiększanie się jego depozytu w ciele oraz większą gotowość organizmu do produkowania ciepła w ten sposób (jako alternatywy do dreszczy). Niestety sam efekt spalania trwa tylko tak długo jak długo przebywamy w zimnie, więc brązowy tłuszcz bezpośrednio może jedynie wspomagać odchudzanie, o ile potrafimy obronić się przed innym efektem zimna –  zwiększonym wydzielaniem leptyny i greliny – dwóch hormonów odpowiedzialnych za regulację apetytu. Grelina jest typowym „hormonem głodu”; jej wydzielanie normalnie jest skorelowane z porami dnia, stanem odżywienia, poziomem glukozy i insuliny, a im go więcej wydzielamy – tym więcej nakładamy na talerz. Z leptyną sprawa jest bardziej skomplikowana. Leptyna jest hormonem sytości, wytwarzanym normalnie przez białą tkankę tłuszczową. U osób otyłych leptyna jest produkowana w nadmiarze, przez co organizm może stracić zdolność prawidłowego reagowania na nią. Z tego punktu widzenia, może się okazać, że morsowanie potęguje apetyt i bezpośrednie korzyści zostaną zniweczone po powrocie do domu. Istnieje jednak możliwość, że morsowanie działa nie tylko podczas morsowania. Według zwolenników szeroko pojętej terapii zimnem, sama regularna aktywacja brązowego tłuszczu i jego większa produkcja dzięki ekspozycji na chłód, może uruchomić mechanizm prowadzący w efekcie do zwiększenia czułości receptorów leptyny i wspomóc cały proces odchudzania.  Jest to jednak póki co hipoteza i wymaga dalszych badań. Udowodniono natomiast, że zanurzenie w wodzie o temperaturze 14C przez 1h powoduje zwiększenie tempa metabolizmu o 350%  , co zdaje się potwierdzać tezę o dobroczynnym wpływie zimna na spalanie kalorii, jednak ponownie także o jego ograniczonym czasie bezpośredniego działania, ograniczającym się do czasu przebywania w obniżonej temperaturze. Wniosek z tego jest prosty: Morsowanie nie zastąpi prawidłowego odżywiania się i aktywnego trybu życia, ale może znacznie wspomóc odchudzanie. Stosowanie go wymaga od odchudzających się większej siły woli w pobliżu lodówki. Chyba jednak nikt nie wątpi w silną wolę kogoś, kto jest w stanie wskoczyć do przerębla przy siarczystym mrozie.

Być jak człowiek lodu

Pisząc o zimnie, nie sposób nie wspomnieć o jego współczesnym mistrzu. Pewnie niektórzy z was słyszeli o człowieku lodu Wimie Hofie, Holendrze który jest znany z tego, że za pomocą swojego umysłu potrafi kontrolować temperaturę ciała, oraz niektóre procesy biochemiczne w swoim ciele. Opowieści o Wimie Hofie zwykłem odkładać na półkę z bzdurami. Niemniej zainteresowałem się nim bardziej po wysłuchaniu już wspomnianego podcastu z Scottem Carney’em, człowiekiem, który przetestował technikę Wima Hofa podczas wspinaczki na naszą Śnieżkę (oczywiście w krótkich spodenkach i koszulce z krótkim rękawkiem)  i potwierdza jej działanie. Wim Hof ma koncie cały szereg rekordów Guinnessa dotyczących wystawiania się na działanie ekstremalnych temperatur, głównie tych niskich. Przebywa w minusowych temperaturach takie ilości czasu, które zwykłego człowieka zmieniłyby w sopel lodu, biega maratony na boso przy -20C. Jego zwariowane pomysły i rzeczy do których nakłania innych ludzi przypominają szarlatanów i oszustów, z tą różnicą, że Wim Hof poddawał się medycznym procedurom i badaniom, które potwierdziły jego niesamowite zdolności. Jego główną tezą jest to, że współczesne dążenia do stworzenia człowiekowi komfortowych warunków zewnętrznych, sprawiło, że coraz mniej potrzebne mechanizmy wewnętrzne przestały funkcjonować. Są jednak one uśpione i wystarczy odpowiedni trening by obudzić ten ukryty potencjał naszego ciała.

Jego metoda jest złożona z trzech części
– medytacji (a właściwie adaptacji jej szczególnej tybetańskiej odmiany – Tummo)
– technice oddychania
– ekspozycji na zimno

W przytoczonych wcześniej badaniach okazało się, że Wim Hof był w stanie kontrolować swój autonomiczny system nerwowy (który jest nazwany autonomicznym z tego powodu, że powszechnie uznaje się, że nie możemy go świadomie kontrolować). Skoro udowodniono, że Wim Hof taką zdolność rzeczywiście posiada – pozostaje pytanie czy jest on fenomenem czy może odkrył coś co mogą zastosować inni ludzie. Tego też dotyczyły kolejne badania, w których Hof przygotował grupę dwunastu ochotników do powtórzenia swojego wyniku. Po czernastodniowym treningu, ludzie ci byli w stanie osiągnąć podobne wyniki co ich trener. Zarzuty wobec poprawności tego drugiego badania dotyczą przede wszystkim braku grupy kontrolnej, badaniu tylko trzech elementów metody jednocześnie, oraz rozbieżnościach w wynikach w stosunku do pierwszego badania (badana grupa nie była w stanie osiągnąć wyników o takim samym natężeniu co Wim Hof, jednak osiągnęli wyniki o takim samym wektorze). Zarzuty te są poważne i stawiają pod znakiem zapytania poprawność metodologiczną przedsięwzięcia. W mojej ocenie sugerują one zasadność dalszych badań.

Polski akcent
Od 2012 r. Wim Hof jest posiadaczem domu w Przesiece w Polsce, gdzie prowadzi warsztaty dla osób chcących poznać i praktykować jego metodę. Od jakiegoś czasu pięcio-dniowe warsztaty zakończone wyprawą na Śnieżkę (jak się domyślacie – bez puchowych kurtek) prowadzone są przez trenerów i – jak sprawdzałem – na ten rok nie ma już miejsc.

Podsumowanie

Myślę, że z tego co przedstawiłem,  każdy wyciągnie swoje wnioski. Pozostaje mi jednak dodać jeszcze jeden czynnik, o którym nie wspomniały żadne badania naukowe, a którego przy morsowaniu nie sposób pominąć: atmosfera, ludzie, frajda, i  satysfakcja. Być może to specyfika tylko Myszkowskiego Klubu Morsa, ale po prostu tam się chce wracać. Jeśli więc tylko jesteśmy w stanie robić to odpowiedzialnie, znamy nasze ograniczenia i bierzemy instrukcję doświadczonych morsów na poważnie, to morsowanie może nam przynieść wiele korzyści, zarówno tych zdrowotnych, estetycznych, jak i towarzyskich. By się o tym przekonać, znajdź najbliższy klub morsa i dołącz do kolejnego wspólnego morsowania. Tylko jeśli sam spróbujesz, będziesz w stanie zdecydować czy to jest właśnie dla ciebie.

zzz

źródła:
http://www.slideshare.net/KevinChristie/cold-shocking-the-body-by-rhonda-patrick
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21261804
http://www.medscape.com/medline/abstract/21710292
http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/sms.12353/full
http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1113/JP270570/abstract
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/25375114
http://www.mysportscience.com/single-post/2016/10/06/Cold-water-therapy-and-bad-journalism
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17993252
http://www.circumpolarhealthjournal.net/index.php/ijch/article/view/17700/20171
http://www.tandfonline.com/doi/abs/10.1080/00365510701516350?journalCode=iclb20
http://jap.physiology.org/content/87/2/699.full
http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0006291X97970595?via%3Dihub
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4338605/
http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0306987703002706
https://academic.oup.com/qjmed/article/92/4/193/1586500/Improved-antioxidative-protection-in-winter
http://link.springer.com/article/10.1007/s004210050065
http://www.npr.org/templates/story/story.php?storyId=102964807
http://www.jci.org/articles/view/60433?key=5e3684aee3d55b74adc8
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21521287
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19357405
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3726172
http://dietetycy.org.pl/leptyna-grelina/
http://link.springer.com/article/10.1007/s004210050065
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/22685240
http://www.pnas.org/content/111/20/7379.abstract
http://www.artofmanliness.com/2017/02/02/podcast-275-doesnt-kill-us-science-cold-exposure/doesnt-kill-us-science-cold-exposure/

Reklamy

Jak podtrzymywać motywację?

Skoro już wiele osób robi swoje postanowienia noworoczne, to dobrze byłoby tym razem sprawić by doprowadziły one do innych rezultatów niż zawód i zniechęcenie. Zazwyczaj początkowy styczniowy zryw kończy się w lutym. Nie musi jednak tak być. Możesz sprawić, że tym razem naprawdę osiągniesz swój cel. Wykorzystaj do tego naukowo i praktycznie udowodnione techniki motywacyjne. Przekonaj się że tym razem możesz grać do jednej bramki i wygrać ten mecz. Wystarczy zrobić to mądrze.

Generalnie zadania można podzielić na:
1. Algorytmiczne (ustalona liniowa droga jest rozwiązania)
2. Heurystyczne (nieustalona droga do rozwiązania, wymagane kreatywne podejście).

Przy pierwszym typie motywowanie typu kij-marchewka oraz generalnie motywacja zewnętrzna dają dobre wyniki. Jednak należy uważać by nagradzając nie wywołać efektu uzależnienia (wykonujący będzie oczekiwał nagród za każdym razem, a potem by utrzymać działanie nagrody trzeba ją zwiększać).

Przy drugim typie zadań motywacja zewnętrzna jest wręcz szkodliwa. Najlepsze rezultaty daje motywacja wewnętrzna (Zewnętrzne bodźce mogą przesunąć motywacje na zewnątrz i zniechęcić do wykonania zadania). Wszelkie zachęty, ograniczenia, cele, restrykcje i inne metody wpływania na ostateczny wynik mogą także zaszkodzić i pogorszyć wynik. Natomiast nagradzanie nieoczekiwane (po wykonaniu zadania) nie zmienia niczego.

Postanowienie zdobycia formy jest zadaniem wielowymiarowym. Ma elementy logarytmiczne (plan treningowy, dieta), ale również heurystyczne. Czasami potrzebne są modyfikacje ze względu na pojawiające się nowe okoliczności, zmiana rodzajów treningu by lepiej stymulować mięśnie, itp.

abs-six-pack-woman

Przy elementach typu logarytmicznego, czyli np. wykonywaniu

ustalonego planu treningowego, nie zaszkodzi trochę motywacji zewnętrznej czyli nagród za systematyczność. Najczęstszym błędem jest nagradzanie się za pomocą rzeczy, które podkopują nasz wysiłek. Nagrodą za utrzymanie diety nie może być obżeranie się, a za wykonany plan treningowy – lenistwo. W ten sposób dalibyśmy sobie fałszywe sygnały, że robienie czegoś dla siebie i swojego zdrowia jest przykrym obowiązkiem, a szkodzenie sobie jest przyjemnością. Jakie są zatem prawidłowe nagrody? Wszystko to co przyniesie nam przyjemność i będzie nastawione na zdobywanie wrażeń, czyli wyjazd do kina, aquaparku, spa. Raczej powinno się unikać nagród rzeczowych, w postaci zakupów, ponieważ w ostatecznym rozrachunku to wrażenia uwalniają więcej endorfin niż rzeczy, a zależy nam na umocnieniu związku trening – przyjemność.

Jeśli chodzi o zadanie typu heurystycznego, czyli np generalne postanowienie noworoczne zdobycia formy, to tutaj jakiekolwiek nagrody są niewskazane. Natomiast konieczne jest dobre przemyślenie celów jakie przed sobą stawiamy. Cele powinny być:
⦁ Skonkretyzowane
⦁ Mierzalne
⦁ Osiągalne
⦁ Realne
⦁ Określone w czasie
Angielski akronim tego słowa to SMART, i funkcjonuje on w zarządzaniu, ale nie ma powodu dla którego nie możemy go wykorzystać do swoich celów. Wyjaśnijmy je krok po kroku:
⦁ Skonkretyzowany – czyli nasz cel musi mieć jasne i proste przesłanie, dające się zawrzeć w jednym zdaniu. np. „Chcę ważyć XX kg i być w stanie przebiec 10km w 1h.”
⦁ Mierzalny – ważne by można było jednoznacznie określić kiedy cel został osiągnięty. Jeśli określimy go niejednoznacznie – np. „Chcę lepiej wyglądać” to nie będziemy w stanie stwierdzić kiedy tak naprawdę go osiągnęliśmy.
⦁ Osiągalny – Nie stawiamy sobie celów nierealnych, ponieważ one tylko podkopią naszą motywację. Lepiej iść mniejszymi, ale osiągalnymi krokami. Np. dla mnie postanowienie przebiegnięcia maratonu poniżej 3:30 byłoby mniej motywujące niż 3:45, ponieważ ten drugi próg po dobrym przygotowaniu jest dla mnie realny w tym roku.
⦁ Realny – To oznacza, że cel naprawdę będzie dla nas korzystny – zrozumienie tego punktu jest kluczowe dla motywacji. To dzięki temu będziemy wewnętrznie chcieli osiągnąć cel. Pomyśl ile możesz zyskać dzięki lepszej formie fizycznej. Sprawność fizyczna to także większa sprawność naszego mózgu, więcej energii do pokonywania codziennych trudności, mniej chorób na co dzień i oddalenie ryzyka chorób cywilizacyjnych. To nie wyczerpuje listy pozytywnych efektów, ale to nie jest właściwe miejsce na to. Celem nierealnym, wg mnie, jest np postanowienie zrzucenia wagi poprzez tzw. odchudzanie, ale bez aktywności fizycznej. Może przynieść jakieś pozytywne rezultaty, ale równie dobrze może prowadzić do osłabienia organizmu. Czy naprawdę tego chcemy?
⦁ Określony w czasie – Dzięki określeniu granic czasowych będziemy lepiej zmotywowani i będziemy mogli lepiej zaplanować poszczególne etapy dochodzenia do celu. Bez tego może sie okazać, że będziemy bez końca przesuwać w czasie wykonanie zadania.

To podstawy teorii motywacji, dzięki którym stworzymy zminimalizujemy ryzyko torpedowania i zarzucenia naszych postanowień.

Istnieje szereg pomniejszych technik, dzięki którym możemy dodatkowo zachęcać się do wykonywania planów:
1. Ułatwianie krytycznej decyzji. Ostateczna decyzja o podjęciu treningu powinna być tak mała i trywialna jak to tylko możliwe. W tym celu wszystko przygotowujemy tak, by samo rozpoczęcie było formalnością. Rezerwujemy sobie czas, przygotowujemy wcześniej ubrania i torbę na wyjście, usuwamy wcześniej wszelkie przeszkody. Np. ja kiedy mam wcześnie rano biegać – upewniam się wieczorem, że wszystko gotowe czeka na swoim miejscu, oraz że zapewniam sobie odpowiednią ilość snu. W ten sposób decyzja by wstać jest łatwiejsza. Oprócz ułatwiania samej decyzji o wyjściu na trening, minimalizuj ilość . Zdecyduj wcześniej co włożysz, którędy pójdziesz, o której godzinie. Kup wcześniej karnet na zajęcia i zdecyduj co zrobisz z dziećmi. Spraw by decyzja o wyjściu była formalnością.
2. Usunięcie zbędnego martwienia się o detale. Naprawdę nie musisz mieć najlepszych butów, idealnego stroju i najlepszego sprzętu by wyskoczyć na zajęcia lub przebiec kilka kilometrów. To wszystko uzupełnisz z biegiem czasu. Dzisiaj możesz wyjść w trampkach i t-shircie. Nie pozwól by szczegóły przeszkadzały w wielkich sprawach! Czy myślisz, że Pudzian czekał z rozpoczęciem pierwszego treningu na najlepsze ciuchy, a Małysz od razu wybierał narty najwyższej klasy? Gdyby tak było, pewnie do dzisiaj dopinaliby wszystko na ostatni guzik by wyjść na pierwszy trening.
3. Cele pośrednie. Chcesz zrzucić 10 kg w pół roku? Podziel ten cel na mniejsze: 1,5 kg na miesiąc. W ten sposób będziesz w stanie na bieżąco kontrolować proces i dodatkowo się motywować. W dodatku 1,5kg brzmi o wiele przystępniej niż 10, prawda?
4. Kontrola procesu – Sam decyduj co robić a czego nie. Wykorzystuj zalety programów treningowych i stosuj się do rad trenerów, ale zawsze sam ostatecznie decyduj o formie treningu. O wiele lepiej wykonuje się to czego my chcemy, niż rozkazy i polecenia innych.
5. Motywacja społeczna – Rozpowiadaj znajomym o swoich celach. Dziel się wynikami. Uczestnicz w zajęciach grupowych. W grupie raźniej i łatwiej. Poza tym trudniej będzie zrezygnować z treningu jeśli wszystkim obiecasz, że na niego przyjdziesz.
6. Rób sobie zdjęcia, mierz postępy. Nic tak nie motywuje jak namacalne dowody skuteczności.
7. Ostatnie, ale najważniejsze. Bądź świadom(a) oporu. Każdy z nas, nawet najwięksi mistrzowie, mają chwile słabości i wewnętrzny opór by wstać i iść dalej. Pamiętaj, że w ostatecznym rozrachunku to właśnie umiejętność pokonania tego oporu decyduje o sukcesie. To jest walka, której nikt za ciebie nie stoczy. Bądź czujny(a), ponieważ ten wróg atakuje w najmniej spodziewanych momentach. Każdy z nas ma swoją drogę do przejścia i masz rację gdy mówisz że nie potrafisz. Masz też rację gdy mówisz że potrafisz, więc decyzja należy do Ciebie.

Źródła:
https://pl.wikipedia.org/wiki/S.M.A.R.T._(zarz%C4%85dzanie)
Directed Motivational Currents Regulating Complex Dynamic Systems through Motivational Surges, Dörnyei, Zoltá, Ibrahim, Zana, Muir, Christine
Intrinsic and Extrinsic Motivations: Classic Definitions and New Directions. Ryan, Richard M., Deci, Edward L.
Do the Work: Overcome Resistance and Get Out of Your Own Way – Steven Pressfield

Ta niewdzięczna publiczność

Dlaczego dobre pomysły tak rzadko prowadzą do dobrych rezultatów?. Ponieważ łatwiej jest znaleźć drobną rysę w najlepszym pomyśle, wyolbrzymić ją do ogromnych rozmiarów, a potem całość publicznie wyszydzić.

40359786 - crack in the wall

W ten sposób uwalniamy się od konieczności wprowadzania zmian oraz od nieprzyjemnego odczucia odrzucenia dobrej rady za jednym zamachem. Autor dobrego wyszydzonego pomysłu, który zna ten mechanizm nie zasługuje na żadne usprawiedliwienie ani litość z tego powodu. Jak mógł się spodziewać, że ktoś skorzysta z jego dobrej rady, skoro sam, ogłaszając swój pomysł, z niej nie skorzystał i pozwolił by mała rysa zrujnowała jego dzieło?

Anty-recepta na sukces

Czyli jak ludzie którzy osiągnęli sukces wcale nie chcieli go osiągnąć, oraz dlaczego mącą innym w głowach.

Słucham regularnie kilku podcastów takich autorów jak: Tim Ferriss, James Altucher, Seth Godin (blog), Ramit Sethi, Brett McKay, David McRaney, John Lee Dumas, Dan Carlin
Niektórzy z nich są uważani za guru produktywności i przedsiębiorczości. Wielu z nich regularnie zaprasza ludzi sukcesu, którym udało się stworzyć duże firmy, fortuny, zdobyć duży wpływ, wymyślić rewolucyjne wynalazki itp. Czasami próbuję wyciągnąć część wspólną, jakąś cechę która charakteryzuje tych wszystkich ludzi. Coś co ich wszystkich łączy i jednocześnie coś co odróżnia ich od wszystkich innych, którzy nie mogą osiągnąć sukcesu. Po kolei obalałem wiele mitów i wydawałoby się oczywistych czynników:
– planowanie i organizacja czasu.
Niektórzy z nich planują i organizują swoje życie w najdrobniejszych detalach podczas gdy inni idą na żywioł i uwalniają swoją kreatywność.
– specjalizacja
Jedni twierdzą, że najlepiej się wyspecjalizować i być ekspertem w jednej dziedzinie, podczas gdy inni stawiają na wszechstronność i mieszanie różnych dziedzin. Podobnie jedni czerpią swą moc z odpowiedniej edukacji, podczas gdy inni twierdzą że nigdy niczego nie osiągnęliby gdyby nie zrezygnowali z niej.
– networking
Jedni jednoznacznie stawiają na ilość kontaktów z innymi ludźmi i intensywny networking, podczas gdy inni stawiają na jakość i uważają że zbyt wiele kontaktów zaśmieca ich życie i zajmuje zbyt wiele czasu
– tryb snu
Są tacy, którzy kładą się spać o 21:00 i wszystkie najważniejsze rzeczy robią wcześnie rano, kiedy mają świeży umysł, ale są i tacy, którzy siedzą do późna i najlepszą wydajność osiągają o 2:00 – 3:00 nad ranem.

45705087 - genius aged teacher explains a complicated lesson
To tylko kilka z wielu przykładów. Wszyscy ci efektywni ludzie twierdzą, że kombinacja tych czynników odpowiada za ich efektywność, przy czym każdy podaje inną kombinacje. Co ich jednak odróżnia od ludzi którzy nie są efektywni? Tacy oczywiście nie są zapraszani do popularnych podcastów, ale za to możemy ich popytać osobiście ponieważ żyją wśród nas. Podają oni zazwyczaj bardzo podobne powody swojej nieefektywności:
– Ponieważ za mało/zbyt dużo planuję.
– Ponieważ jestem za bardzo/za mało wyspecjalizowany
– Ponieważ nie znam dostatecznie dużo ludzi/ zbyt wielu znajomych zajmuje mi zbyt wiele czasu
– Ponieważ mam złe nawyki

Każdy z nas ma JAKĄŚ kombinację stopnia organizacji, specjalizacji, networkingu. Każdy z nas ma jakieś nawyki odnośnie snu i ulubionych pór pracy. Co zatem sprawia, że jedna kombinacja tych czynników jest skuteczna podczas gdy inna nie?

Jedyne co naprawdę odróżnia efektywnych ludzi od nieefektywnych to robienie tego co lubią na tyle by włożyć w to ciężką pracę, skupienie i ocean starań. ludzie ci wierzą, że nawet rzeczy powszechnie uważane za przeszkody potrafią wykorzystać na swoją korzyść.
Reszta ludzi odpuszcza przy pierwszych trudnościach, ponieważ wszystkie okoliczności działają przeciwko nim, a los piętrzy im na drodze barykady nie do pokonania.

Zachęcam do przeczytania książki Sir Kena Robinsona: The Element: How Finding Your Passion Changes Everything. Opisuje tam m. in. drogi takich ludzi jak Paul McCartney, Matt Groening, Richard Branson, Arianna Huffington czy Bart Conner.

 

Przedimki w j. angielskim

 

Przedimki są wyzwaniem dla wszystkich uczących się języka angielskiego, których język ojczysty nie wyposażył w taki precyzyjny mechanizm określania wszystkiego dookoła za pomocą jednego z trzech możliwych sposobów.

Po co nam przedimki.

Chociaż języki bez przedimków są możliwe i całkiem nieźle sobie radzą (np. nasz) to chcąc nie chcąc nawet w języku polskim używając rzeczowników mamy na myśli jedną z trzech możliwości czyli możliwe desygnaty rzeczownika:

  • Przypadek 1;wszystkie odpowiedniki tego rzeczownika (Koty chadzają własnymi ścieżkami)
  • Przypadek 2; jeden z wielu odpowiedników tego rzeczownika (Głodny kot będzie się łasił do swego właściciela.)
  • Przypadek 3; konkretne wskazanie na realny egzemplarz (Kot sąsiada zaatakował naszego Azora).

Każda z tych możliwości będzie miała swoje przedimki. Jednak to nie wszystko. Oprócz nich na rodzaj zastosowanego przedimka będzie miał wpływ sam typ rzeczownika (policzalny, niepoliczalny), liczba (pojedyncza, mnoga) oraz utarty zwyczaj.

Wracając do samych przedimków, do wyboru mamy trzy możliwości:

  • a/an
  • the
  • Ø (brak przedimka)

Zacznijmy od przypadku w którym możemy użyć każdej z nich, czyli przypadku nr 1: wszystkie odpowiedniki wszędzie, co czasami nosi też nazwę odniesienia generycznego. Czyli wtedy gdy mówimy o wszystkich egzemplarzach wewnątrz danej grupy a nie o konkretnych ich przedstawicielach

np:

  • Woda daje życie.

  • Fałszywi przyjaciele nie zasługują na przyjaźń.

  • Jobs nie wynalazł komputera.

  • Dżentelmen potrafi się zachować nawet po kieliszeczku.

W każdym z tych przypadków (woda, przyjaciele, komputer, kieliszeczek) nie mamy na myśli żadnego konkretnego egzemplarza. Nie myślimy o żadnej konkretnej wodzie, przyjacielu, komputerze ani kieliszeczku, ale odnosimy się do całych zbiorów tych przedmiotów. Każdy z nich więc to przykład odniesienia generycznego. By sprawdzić czy mamy do czynienia z odniesieniem generycznym wystarczy spróbować powiedzieć całe zdanie przy rzeczowniku wstawiając wszystkie X wszędzie. Jeśli zdanie zachowa swój sens to mamy do czynienia z odniesieniem generycznym. Przećwiczmy to zanim przejdziemy dalej:

  • Woda daje życie. – Każda woda wszędzie daje życie – zdanie zachowuje sens – odniesienie generyczne.

  • Fałszywi przyjaciele nie zasługują na przyjaźń – Wszyscy fałszywi przyjaciele wszędzie nie zasługują na przyjaźń – zdanie zachowuje sens – odniesienie generyczne.

  • Jobs nie wynalazł komputera – Jobs nie wynalazł wszystkich komputerów wszędzie – zdanie zachowuje sens – odniesienie generyczne.

  • Dżentelmen potrafi się zachować po każdym kieliszeczku wszędzie – zdanie zachowuje sens – odniesienie generyczne.

Spróbuj zatem znaleźć odniesienia generyczne spośród podanych zdań (dla wytłuszczonych rzeczowników):

1 Cicha woda brzegi rwie.

2 Mój Jaśko (jest) za wielką wodą.

3 Nie ma wody na pustyni.

4 “Ale kto napije się wody, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki”

5 Prawdziwy przyjaciel zawsze wysłucha.

6 Nigdy nie miałem tylu przyjaciół co teraz.

7 “Moi przyjaciele mówią mi: bracie, co ci jest”

8 “Gdzie oni są, ci wszyscy moi przyjaciele

12 Śledzie się pojawiły na Grochowie na Terespolskiej.

Odniesienia generyczne to: 1, 3, 5,

Ludzie często mylą odniesienie generyczne z odniesieniem nieokreślonym. Zobacz różnicę w odniesieniu słowa książka w następujących dwóch zdaniach:

Przed snem lubię poczytać dobrą książkę”.

Od czasów Gutenberga książka przestała być dobrem dla wybranych”.

Pierwsze odniesienie jest nieokreślone, a tylko drugie – generyczne. W pierwszym miałbym na myśli “jakąś dobrą książkę”, jedną z wielu dostępnych. Lubię czytać jakiś rzeczywisty egzemplarz książki, ale nie podaję konkretnie jaki. W drugim zdaniu odnoszę się do książki jako do wynalazku, nie zamierzam wywołać w odbiorcy żadnego obrazu żadnego rzeczywistego egzemplarza, czy to określonego czy nie. Odnoszę się generycznie do wszystkich książek wszędzie.

Skoro potrafimy już odróżnić odniesienie generyczne od nieokreślonego to odniesienie określone będzie pewnie bardzo łatwe. Oznacza ono bowiem “ten konkretny egzemplarz”. Wielu ludzi popełnia jednak błędy nawet przy tym, wydawałoby się prostym rozróżnieniu. Błąd głównie polega na niezrozumieniu tego, że nie wystarczy by to określenie było jasne dla mówiącego, ale także dla odbiorcy. Rozważmy następujące przykłady:

Mam dzisiaj dobry humor. Wybierz sobie samochód, a ja go kupię”

Wczoraj moja córka wybrała sobie samochód. Kupiłem jej samochód, bo miała urodziny.”

Samochód, który wczoraj kupiłem córce, jest już u blacharza.”

Przykład pierwszy: odniesienie nieokreślone zarówno dla mówiącego (pozwala wybrać jeden z wielu, sam jeszcze nie wie który konkretnie to będzie).

Zdanie drugie: Pierwsze odniesienie jest określone dla mówiącego (wszak już wie, który samochód został wybrany, ale nie może oczekiwać, że rozmówca od razu zorientuje się o który konkretnie samochód chodzi). Dla rozmówcy to odniesienie jest nieokreślone i za takie uznamy je przy wyborze przedimka. W drugim odniesieniu mówiący juz może założyć, że rozmówca zorientuje się, że chodzi o ten samochód, który został przed chwilą wspomniany. W tym przypadku potraktujemy je więc już jako odniesienie określone.

W trzecim przykładzie w jednym zdaniu obiekt jest wprowadzony i od razu tak określony, że nie ma wątpliwości o czym mowa. Dlatego tutaj także będziemy mówić o odniesieniu określonym.

No dobrze. Wiele podręczników i samouczków kończy na tym tłumaczenie pozostawiając czytelnika z nieodpowiedzianym, zasadniczym pytaniem: Czy zatem rozmówca musi naprawdę wiedzieć o którym konkretnym egzemplarzu jest mowa by móc uznać odniesienie za określone? Wbrew wrażeniu jakie zwykle mają uczący się języka angielskiego odpowiedź brzmi nie. Nie możemy przecież uznać, że po wypowiedzeniu zdania “Wczoraj moja żona wybrała sobie samochód” nasz rozmówca od razu wiedział o jakim konkretnie samochodzie jest mowa. Wiele ludzi na lekcjach argumentuje, że przecież ten samochód nadal jest dla niego nieokreślony, nadal nie wie o nim nic więcej poza faktem, że jakiś tam samochód został wybrany. Dlaczego więc w drugim zdaniu już używamy odniesienia określonego? By to wytłumaczyć, używam następującego sposobu:

W rozmowie mamy do czynienia z komunikacją pomiędzy dwoma lub więcej osobami. Każda z tych osób dysponuje zbiorem własnych określonych rzeczowników, ale w trakcie trwania tej komunikacji wprowadzają te rzeczowniki do “wspólnej puli” Dopiero rzeczowniki z tego wspólnego zbioru mogą być poprzedzone przedimkiem “the”. Wygląda to mniej więcej tak. 

sharing ideas36377565_mlNa tej samej zasadzie przedimka the używamy gdy mówimy o powszechnie znanych i unikatowych rzeczownikach, takich jak the sun, the moon, the earth, the stars, wskazując rozmówcy, że mamy na myśli to co dla nas jest wspólne – nasze słońce, księżyc czy gwiazdy.

Skoro już wiemy jak odróżniać od siebie odniesienia generyczne, nieokreślone i określone – pozostaje nam wyjaśnić sobie jakich przedimków możemy używać przed każdym z nich i dlaczego poszczególne odniesienia mają kilka możliwości.

W języku angielskim przed rzeczownikiem z odniesieniem generycznym możemy postawić następujące przedimki:

  • a/an – gdy mówimy o jednym egzemplarzu będącym przedstawicielem całego zbioru.
  • The – gdy mówimy o wynalazkach, gatunkach, rzeczach występujących pod jedną wspólną nazwą
  • Ø (brak przedimka) – gdy mówimy w liczbie mnogiej.

Przed odniesieniem nieokreślonym:

– Ø (brak przedimka) – gdy używamy rzeczownika niepoliczalnego

– Ø (brak przedimka) – gdy używamy rzeczownika w liczbie mnogiej

– a/an – gdy używamy liczby pojedynczej rzeczownikach

Przed odniesieniem określonym:

– the – rzeczowniki niepoliczalne

– the – liczba mnoga

– the – rzeczwoniki policzalne

– Ø (brak przedimka) – niektóre przypadki (np. nazwy własne)

Mam nadzieję, że nieco rozjaśniłem zasady stosowania przedimków angielskich.

Oprócz tego istnieje kilka reguł które obowiązują bez względu na powyższe zasady. Np. Już wspomniane rzeczowniki powszechnie znane i unikatowe lub nazwy geograficzne lub nazwy własne. Ale to już temat na osobny wpis.

 

Nie mam czasu.

time is no34927680_s

Najbardziej nie robisz tego co zabiera ci najwięcej czasu. Najwięcej czasu zabiera ci to co dostarcza ci najwięcej satysfakcji. Najpierw robisz wszystkie pierdoły, a potem JEŚLI zostanie czas to zrobisz to co zawsze chciałeś robić. Niestety czasu nigdy nie zostaje. Im więcej pierdół robisz tym więcej pierdół się pojawia. Stajesz się specjalistą od pierdół. Bo to są bardzo ważne rzeczy, bo rachunki trzeba zapłacić, bo trzeba je zaksięgować, bo ktoś musi przepisać, zeskanować, zaadresować. Bo trzeba jeszcze wykonać pięćset telefonów, ponieważ pięciuset innych pierdółspecjalistów nie wprawi w ruch nic innego jak twój telefon. To są fakty. Więc jeśli zadajesz sobie pytanie czym się teraz zająć to odpowiedź będzie zawsze brzmieć: zacznij od tych ważnych pierdół. Jeśli jednak zadasz sobie inne pytanie: Po co tutaj jestem? Dojdziesz do wniosku: Jestem tutaj by robić rzeczy wielkie. Dlatego mniej istotne jest czy potrafisz znaleźć właściwe odpowiedzi, a bardziej to czy potrafisz zadawać właściwe pytania.

Jak sobie zrobić teraz, czyli trochę o Present Continuous

 

Dzisiaj przedstawię odpowiedź na pytanie, zadane mi na lekcji. Sądząc po minach słuchaczy, moja odpowiedź nie do końca wyjaśniła wszystkie wątpliwości. Być może ten wpis to osiągnie. 

Pytanie brzmiało: Jeśli używamy czasu Present Continuous dla teraźniejszych ciągłych czynności, to jak wytłumaczyć jego użycie w następującym zdaniu:

When she drives, she is listening to her favourite radio station

Użycie Present Continuous nie ogranicza się do:

Zanim zacznę odpowiadać na to pytanie, chciałem zastrzec, że czasu present continuous używamy nie tylko do czynności wykonywanych tu i teraz. W wielu przypadkach czasu tego można użyć w przypadku czynności o charakterze statycznym; np.

– kiedy wyrażamy zdenerwowanie: He is always speaking to much;

– kiedy chcemy podkreślić trwanie nietypowej czynność w pewnym okresie czasu: I’m studying hard this week;

– kiedy mówimy o zaplanowanych wydarzeniach w niedalekiej przyszłości (całkiem tak samo jak w języku polskim): We are going on a trip this weekend.

„A matrix action of some length”

Powracając jednak do naszego pytania, żaden z powyższych trzech przypadków nie ma tutaj zastosowania. Żadna też z popularnych stron internetowych, zajmujących się tematyką angielskich czasów, nie podaje wytłumaczenia, którym moglibyśmy się posłużyć (w kilkudziesięciu stron jakie przejrzałem tylko na bbc English był podobny przykład, ale bez dokładnego wyjaśnienia dlaczego właśnie został użyty Present Continuous).

Native speaker, którego skonsultowałem, stwierdził że mamy tutaj do czynienia z:

continuous forms to indicate a matrix action of some length (in some instances, within which a more instantaneous second action occurs)” – wyjaśnienie, które nie jest tak przystępne jakbym tego oczekiwał.

Aspektualność czyli klucz do zrozumienia czasów Continuous

Zatrzymajmy się na chwilę przy aspekcie czynności. Upraszczając sprawę aspekt czynności to inaczej jej kompletność. Wskazujemy na kompletność czynności gdy bardziej interesuje nas fakt jej spełnienia. O niekompletnych czynnościach mówimy gdy chcemy bardziej położyć nacisk na trwanie samej czynności niż fakt jej spełnienia.

Przykład na czynność niekompletną: Chodziliśmy cały dzień po mieście.

Przykład na czynność kompletną: Dotarliśmy popołudniu.

Zauważmy i zapamiętajmy, że aspekt w języku polskim oraz w języku angielskim nie oznacza automatycznie czy rzeczywiście czynność została zakończona. Możemy mówić w aspekcie dokonanym o przyszłości lub niedokonanym o przeszłości. To mówiący decyduje jaki aspekt jest w danym momencie najważniejszy. Różnica pomiędzy językiem polskim a angielskim polega na tym, że w języku polskim aspekt jest wyrażany za pomocą samego czasownika (lub też ściślej; jego dokonanej lub niedokonanej formy), podczas gdy w języku angielskim sam czasownik nie ma formy dokonanej lub niedokonanej. Tutaj w sukurs Anglikom przychodzi właśnie ich gramatyka, czyli właśnie czasy Continuous:

Kopali piłkę całymi dniami – They were kicking the ball all days (Aspekt niedokonany – czas Past Continuous)

Wykopnął piłkę poza boisko – He kicked the ball out of the pitch. (Aspekt dokonany – czas Past Simple)

Dopiero rozumiejąc tą różnicę pomiędzy naszymi językami, możemy zdać sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie musimy ograniczać się do sztywnych reguł zastosowania Present Continuous (ani żadnego innego Continuous). Czasami bardziej interesuje nas fakt wykonywania czynności, podczas gdy innym razem fakt jej wykonania.

Kiedy jest teraz?

monument-92861_1280

Pamiętajmy o tym, że:

1. Każde zdanie jest wypowiadane w teraźniejszości.

2. Zdania mogą mówić o wydarzeniach z przeszłości, teraźniejszości lub przyszłości. Najczęściej jest to przeszłość, teraźniejszość lub przyszłość w stosunku do teraźniejszości w której wypowiadamy zdania.

Wczoraj czytałem książkę. Dzisiaj piszę bloga. Jutro przeczytasz mój wpis.

3. W zdaniu możemy wprowadzić „teraźniejszość zastępczą”. Zdanie nadal będzie wypowiadane w teraźniejszości rzeczywistej, ale będzie traktowało o innej teraźniejszości. Mówiący będzie nas próbował „przenieść do innego teraz”:

Zanim zamówiłeś frytki mogłeś nas zapytać.

Kiedy byłem młody czytanie męczyło mnie bardziej niż bieganie.

Zanim skończycie ten kurs, będziecie myśleć po angielsku.

W tego typu zdaniach mamy dwa zdarzenia. Jedno przenosi nas do wyobrażonej sytuacji i stanowi punkt odniesienia dla drugiego wydarzenia.

Czasami jedyne odniesienie do teraźniejszości jest takie, że czynności te mogą się wydarzyć w teraźniejszości, rozumianej jako dłuższy okres czasu. Wracając do przykładu z pytania na początku wpisu, nie jest dokładnie powiedziane kiedy ona jeździ samochodem, ale bez wątpienia jest to czas teraźniejszy , ukazujący stan aktualny na chwilę wypowiadania zdania. Podobną sytuację mamy za każdym razem gdy używamy Present Simple dla nawyków. I smoke too much. oznacza, że wykonuję czynność palenia zbyt często, ale nie wskazuje jednoznacznie kiedy palę. Takie ogólne odniesienie daje wrażenie, że czynność ta jest wykonywana co jakiś czas, w czasie teraźniejszym, rozumianym jako dłuższy okres czasu.

W podanym przykładzie: When she drives, she is listening to her favourite radio station. Sytuacja jest taka sama. W pierwszym wydarzeniu „ustawiamy scenę”, przedstawiamy aktualną na dzisiaj sytuację, a za pomocą drugiego czasownika wykorzystujemy tą aktualną scenę jako podłoża do czasu continuous. Jako że cała sytuacja może wydarzyć się w teraźniejszości – musi to być Present Continuous.

Mam nadzieję, że udało mi się odpowiedzieć na pytanie, ale i pomóc w postawieniu innych. Np.

  1. Czy zawsze polski czasownik w formie niedokonanej będzie oznaczał konieczność użycia czasów continuous, i czy czasownik w formie dokonanej będzie zawsze ten czas wykluczał?

  2. Jaka jest różnica pomiędzy zdaniami: When people are speaking about other people, they often forget about their feelings, a When people speak about other people, they often forget about their feelings?

  3. Czy zdanie You are being very mean, oznacza to samo co You are very mean i czy w ogóle można tak mówić?

 

Materiały z których korzystałem to:

Aleksander Kiklewicz – Finitywny (teleologiczny) model aspektualności: założenia teoretyczne. W: Prace Filologiczne. 2005, L, 59-82.

Ileana Baciu 2010-2011 Verbal Categories in English

https://pl.wikipedia.org/wiki/Aspekt_%28j%C4%99zykoznawstwo%29