Nie uciekaj

Okazało się, że GTD, jako kombajn do załatwiania spraw, poza spełnianiem swojej podstawowej roli, przynosi kilka „skutków ubocznych”. Mogłem to ostatnio bardzo wyraźnie zauważyć, kiedy poczułem się jakbym spadł z kombajnu i musiał przed nim uciekać. Dopóki GTD działa i jest prawidłowo „obsługiwane”, obłożenie sprawami do załatwienia wzrasta (a może tylko pojawiają się sprawy, które wcześniej po prostu olewaliśmy z powodu braku czasu). Dzięki systemowi dajemy sobie z nimi radę bez problemu i są natychmiast zastępowane przez nowe sprawy. Zaczynamy się przyzwyczajać do tego, że możemy spokojnie wziąć na siebie więcej zobowiązań niż dawniej i to jest bardzo OK. Problem pojawia się jeśli tylko przez kilka dni odpuścimy sobie całe GTD. Ilość spraw, większa niż zwykle, piętrzy się w zastraszającym tempie a my zaczynamy w panice biegać starym sposobem „od pożaru do pożaru”. Nasza silna wola ulega wyczerpaniu, zaniedbujemy utrzymywanie się w dobrej kondycji w efekcie czego zanim się obejrzymy jesteśmy w pełnym odwrocie i zamiast kontrolować sytuacje dajemy sobą kontrolować okolicznościom i prostym emocjom.
Wejście z powrotem na orbitę GTD wymaga wielkiego wysiłku, co znowu wyczerpuje nasze siły i utrudnia utrzymanie się na niej. Dlatego naprawdę nie warto pożyczać wolnego czasu od GTD, w nadziei, że „się nadrobi”. Wolny czas trzeba wypracować. Wtedy ze spokojną głową i uśmiechniętą miną  stwierdzamy, że… nie chcemy nigdzie uciekać, bo nie mamy takiej potrzeby.

No i z czego się tak nie cieszysz?

Często ludzie którzy śmieją się często i z byle czego są odbierani jako nie do końca normalni, naiwni, głupi. Niemniej takich ludzi lubimy bardziej niż innych. Ich śmiech działa przyciągająco i zachęcająco. Dlaczego jedni śmieją się bez ustanku z błahych powodów, a inni czekają na zbiegnięcie się tylu różnych dziwnych warunków uprawniających ich do uśmiechu, że sami już zapomnieli jakie to warunki były i bezpieczniej wobec tego zachować powagę? Rozmyślam o tym ponieważ fajnie byłoby mieć taki obniżony próg uśmiechu, w myśl zasady, że to nie życie nas uszczęśliwia, ale my uszczęśliwiamy życie. Jeśli zastanowimy się nad tym co generalnie powoduje uśmiech to pewnie dojdziemy do wniosku, że jest to jeszcze jeden, specyficzny rodzaj reakcji warunkowej. To bardzo dobra wiadomość, ponieważ odruchy warunkowe są stosunkowo łatwe do nauczenia, robimy to całe życie, tyle że bardzo rzadko celowo.
W jaki sposób i na jakie bodźce wytrenować w sobie odruch uśmiechu? Otóż uśmiechamy się na wszystko co nie ma jednoznacznie negatywnego znaczenia, czyli wszystko co ma wydźwięk pozytywny i neutralny. Robimy to celowo i świadomie (potrzeba będzie dużo koncentracji i siły woli, ale już wiemy jak poradzić sobie z jednym i drugim), aż nie zauważymy, że uśmiech sam pojawia się na naszej twarzy z byle powodu. Jeśli ktoś wtedy nas się spyta: „No i z czego się tak cieszysz?” Odpowiadamy: „Bo potrzebuję naprawdę dobrego powodu żeby się Nie cieszyć”.