Znowu zmiana?

Mam taki pomysł: Dużo ostatnio piszę o zmianach, ponieważ zdaję sobie sprawę coraz bardziej z tego, że jeśli chcę zacząć żyć lub chociaż zacząć zaczynać żyć według moich własnych odpowiedzi na absurdalne pytania, lub według tego z czym się zgadzam w książce Drive, którą teraz czytam, to niezbędne będą zmiany we mnie. Istnieje dużo dróg do takich zmian, zwykle zaczynają się one od definiowania kierunku zmian, sposobów zachowań itp. Najpierw identyfikacja problemu, potem opracowanie rozwiązania, a na końcu wdrożenie. Każdy z tych procesów jest długi i pracochłonny, czy konieczny? Nie wiem, prawdę mówiąc miałem już tysiące pomysłów różnych zmian, niektóre powstały pod wpływem identyfikacji problemu, inne ot tak, bo mi się wydawało, że będzie ok. Jednak żadne z nich nie dotarły do fazy opracowania rozwiązania. Dlaczego? Ponieważ jest to zadanie karkołomne. Wiedząc o gigantycznych masach zmiennych wpływających na gigantyczne masy czynników (lub czynników wpływających na zmienne), opracować receptę (algorytm) zachowania się wobec danej sytuacji jest NIEMOŻLIWE. Dlatego właśnie żaden projekt, który miał być ostatecznym, nie stał się nawet początkowym.
Dzisiaj wpadłem na to, by odwrócić ten proces. By to zadziałało, musimy przyjąć do wiadomości, że mamy jedno życie, cokolwiek nie zrobimy, będzie ono toczyć się dalej. Może być bardziej lub mniej ciekawie, może być różnie, ale generalnie MUSIMY się zachowywać JAKOŚ. Jeśli nie będziemy zachowywać się zgodnie z naszą wolą, to będziemy zmuszeni zachowywać się niezgodnie z naszą wolą, ale albo będziemy się zachowywać, albo umrzemy. Więc wobec niemożności wykalkulowania ODPOWIEDNIEGO zachowania ZGODNEGO z naszą wolą, możemy zachowywać się (pisząc odpowiedniego, mam na myśli: korzystnego z naszego punktu widzenia):
– odpowiednio lub nieodpowiednio, zgodnie z naszą wolą (np. upraszczając fazę opracowywania rozwiązania do minimum)
– odpowiednio lub nieodpowiednio, niezgodnie z naszą wolą (loteria, nie mamy na to wpływu więc nie wiemy jak wiatry nas pokierują).
Tyle jeśli chodzi o założenia. Sam pomysł polega na zmianie. Dzisiaj. Teraz. Czy przyjmę wyzwanie zerwania z wczorajszym sobą? Technika jest prosta. Jeśli właśnie masz zamiar coś zrobić zadajesz sobie dwa pytania:
– jak zrobiłbym to wczoraj?
– czy byłbym dzisiaj z tego dumny?
Jedno zastrzeżenie: Nie próbujemy „śledzić” następstw naszego postępowania. Czasami robimy coś w afekcie, uzasadniając sobie to tym, że „musimy dać nauczkę” komuś. Albo naprawić świat. Albo wychować sobie bliską osobę. To wszystko z pozoru ma sens, ale tak naprawdę może prowadzić do najgorszych rzeczy: Nieporozumień, kłótni, oddalania się. Dlatego nie robimy tego.
Jeśli odpowiedź na pytanie drugie brzmi: „nie” albo „nie wiem” – robimy coś zupełnie innego. Zmieniamy się. Jeśli wciąż nie jesteś pewien jak masz postąpić, spytaj się siebie jak sądzisz, czego inni od ciebie oczekują (czego oczekują znając cię). Zrób zupełnie inaczej!
Robię tak od dzisiaj do czasu gdy będę znowu pisał ten dziennik. Wtedy zadecyduję, czy będę to kontynuował do następnego razu, potem znowu itd.

Reklamy