Przeoczyłem

Moje GTD funkcjonuje całkiem nieźle. Przynajmniej jeśli chodzi o jego drobne szczegóły. Inboxy działają, przeglądy, zbieranie informacji, priorytety, deadline’y. Kolorowo i imponująco. Aż miło popatrzeć. Ostatnio jednak podczas przeglądu spraw zdałem sobie sprawę z tego, że coś jest nie tak. Trochę bawiłem się sortowaniem spraw wg tych wszystkich cudownych zmiennych i zauważyłem to co przeoczyłem. Codziennie wspinam się po piramidzie, którą należałoby raczej nazwać piramidalnym oszukiwaniem samego siebie.
Wygląda to mniej więcej tak: Najpierw należy zrobić wszystko co jest do zrobienia koniecznie. Bo pilne, bo ktoś czeka, bo to ostatni dzień, potem kilka pomniejszych rzeczy, bo ktoś mnie zaczepił, bo mi sę coś przypomniało, bo chcę mieć czystą głowę zanim zabiorę się do POWAŻNYCH PROJEKTÓW przez wielkie PP. Poważne projekty wiercą się i rozpychają w mojej liście todo, czerwone, grube, krzyczące. Czekają na mnie niecierpliwie, kiedy już będę miał wyczyszcozne pole, czas, uwagę, czyste biurko i inboxy. Dzieci nakarmione wykąpane i śpią. Pytania Żonie zadane i odpowiedziane. Jeszcze tylko zrobię sobię herbatkę. Jeszcze tylko wywale tego spama w skrzynce bo miała być pusta. Jeszcze tylko odpowiem znajomemu na facebooku, jeszcze tylko zamówię na allegro tą rzecz, bo muszę ją mieć na weekend. Już już za momencik zabieram się do wielkich PP. Cholera. Za niedługo muszę iść spać. Bo jutro trzeba wstać wcześnie. Znowu nie zdążyłem. To może jeszcze dzisiaj sobie daruję, ale od jutra już nie. Niestety jutro jest kolejnym dzisiaj. Dzisiaj jest zawsze takie samo. Nie ma jutra – jest tylko dzisiaj. Teraz. I tak aż stanie się wczoraj.
Wczoraj wziąłem sobie inny urlop. Inny ponieważ odkąd sięgam pamięcią brałem urlop by gasić jakieś pożary. Gdzieś trzeba jechać coś trzeba załatwić. Ewentualnie wakacje, które jak wiemy, często są jeszcze szybszą i bardziej absorbującą karuzelą niż codzienność. Wczoraj zamiast urlopu wziąłem dzień wolny. Owszem. Kilka rzeczy załatwiłem, żeby nie było. Urząd, jakieś porządki, ale zadbałem też o to by mieć trochę czasu. W końcu tak narzekałem na jego brak więc proszę – pół dzionka wedle życzenia. Wieczorem jednak z jękiem zawodu zauważyłem, że idąc spać byłem dokładnie tam gdzie codziennie – na krok przed szczytem piramidy.
Doszedłem do wniosku, ze jest to kwestia perspektywy. Jeśli chodzisz z nosem przy ziemi upewniając się, że każdy drobny kroczek będzie odpowiednio postawiony, nie znajdziesz czasu czy spojrzeć na szerszy obraz. Gdzie zmierzasz? Nie wystarczy mieć przeglądany raz na jakiś czas plan. Nic po nim jeśli traktuję go po macoszemu i nie zbliżam się do jego realizacji dzień po dniu. Nie mam czasu na robienie wszystkeigo. Nie mogę sobie pozwolić na rezygnację z marzeń, ale też mnie nie stać na ich realizację. Marzenia marzeniami, ale mamy rachunki do płacenia, dzieci do wyżywienia, domy do utrzymania i znowu czołgam się z nosem przy glebie. Ludzie, którzy oderwali się od perspektywy mrówki często byli w takiej samej lub jeszcze gorszej sytuacji. Musieli jednak zaryzykować i wstać. Puścić sznureczki kontrolowanych przez siebie tysięcy drobnych (ale jakże pilnych) spraw by móc chwycić w swe ręce stery życia i kontrolować kurs. Dopóki ty także tego nie zrobisz wszystko będzie wydawało się niemożliwe, nie do zrobienia, ogromne. To wszystko banalne spostrzeżenia. Pisał o tym Allen, Covey, Altucher i masa innych mądrali. Jak mogłem to przeoczyć? Nigdy nie podniosłem się z gleby.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s