Huntrun

blog_zm Bieganie terenowe ma różne oblicza. Na co dzień preferuję lekki cross, wybierając trasy wiodące przez pola i lasy, wychodząc z założenia, że najlepiej łączyć przyjemne z pożytecznym i korzystać z kontaktu z naturą. Raczej staram się nie biegać po asfaltach, robiąc wyjątki podczas biegów ulicznych. Ostatnio coraz bardziej popularne są ekstremalne biegi terenowe, wyróżniające się szczególnie trudnymi warunkami na trasie. Jednym z takich biegów, o stosunkowo krótkim dystansie 10 km, ale dużym zagęszczeniu przeszkód i wyzwań, jest Huntrun w Bałtowie blisko Ostrowca Świętokrzyskiego.
Bieg znalazła oczywiście moja nieoceniona organizatorka weekendowa – Mariola. Szybko dołączyli Ania z Łukaszem i Ewa z Tomkiem Nasza sześcioosobowa ekipa Positive energy na początku obiecywała sobie gruntowne wspólne przygotowanie, ale jak to zwykle bywa na obietnicach się skończyło. Osobiście nie miałem pod tym względem większych obaw. Niedawno ukończyłem drugą serię Insanity, miałem kilka zawodów biegowych po drodze, a poprzedzający bieg tydzień wypełniłem dobranymi przez siebie blokami Insanity, z których ostatni zrobiłem w piątek. Sobotę przeznaczyłem na odpoczynek, jak większość naszej ekipy.Wyjątkiem były Ewa i Mariola. Ewa w sobotę w Oświęcimiu zrobiła życiówkę na dziesięć kilometrów a Mariola prowadziła dwa mini rajdy Nordic Walking i dwie godziny Zumby na festynach.
Przed samym biegiem rozmowy z uczestnikami poprzednich edycji biegu przygotowały nas na najgorsze. Ja poczułem zdenerwowanie kiedy usłyszałem o konieczności nurkowania. Kilka razy byliśmy zaczepiani z powodu butów, ponieważ razem z Mariolą startowaliśmy w Fivefingers, co budziło zainteresowanie jednych, niedowierzanie drugich. Jeden z uczestników poprzedniej edycji próbował nam odradzić ten pomysł, ze względu na cienką podeszwę naszych butów i nawet byliśmy blisko rezygnacji, ale Mariola nie wzięła żadnych innych butów (jej para na zmianę to też Fivefingers), a ja postanowiłem być solidarny. Zresztą porównując bieżnik moich Spyridionów LS z bieżnikami niektórych butów to wydaje mi się, że przyczepność wypada jednak na korzyść agresywnego układu bieżnika w tym modelu Fivefingers.
Trochę nerwowe oczekiwanie na start umililiśmy sobie dokładną rozgrzewką przeprowadzoną przez Mariolę. Start był podzielony na serie, co miało, jak się później okazało, głęboki sens. Startowaliśmy w trzeciej serii więc mieliśmy jeszcze okazję obejrzeć start dwóch pierwszych. Już po stu metrach zawodnicy wchodzili do głębokiej do pasa rzeki. Nie można było jednak zbyt wiele zobaczyć, ponieważ organizatorzy w tym czasie odpalali świece dymne. Nie wiem czy celem zasłony było ukrycie przed kolejnymi startującymi co ich czeka czy utrudnienie wejścia do wody biegnącym, w każdym razie robiło to wrażenie.

W końcu nadeszła chwila naszego startu. Pierwsze metry, pierwsze wejście do wody w oparach dezorientującego dymu, i pierwsze błoto. Na początku zgodnie z planem biegliśmy wszyscy razem, potem jednak rozdzieliliśmy się na pary. Ewa z Tomkiem pomknęli do przodu, my z Mariolą trzymaliśmy z nimi kontakt wzrokowy aż do przeszkody w postaci belki przerzuconej przez wąwóz. Spośród wszystkich, w większości genialnych przeszkód przygotowanych przez organizatorów ta podobała mi się najmniej. Czekaliśmy tam ok 5-10 minut w kolejce. Efekt był taki, że stosunkowo mała strata do Ewy i Tomka, z powodu rozdzielenia nas przez kolejkę na tym wąskim gardle znacznie się pogłębiła i już do końca nie byliśmy w stanie nawiązać żadnego kontaktu z nimi (szczególnie biorąc pod uwagę ich tempo biegu). Nie sposób wymienić wszystkich przeszkód jakie były na trasie. Była wspinaczka po niemal pionowych ścianach, czołganie się pod drutem kolczastym, skakanie w workach, przeszkody pionowe, czołganie się pod siatką, strome podbiegi i zbiegi. Trasa częściowo przebiegała po lesie gdzie nie było żadnej ścieżki i tylko taśmy wskazywały drogę. Miejscami taśmy te wydawały się niespodziewanie urywać, ale po podbiegnięciu okazywało się, że to „tylko” urwisko, a trasa biegnie dalej pod nim. Na szczęście przy szczególnie stromych i niebezpiecznych miejscach zamontowane były liny, którymi można było się wspomóc. Nie pamiętam ile razy wchodziliśmy i wychodziliśmy do różnych rzek (lub tej samej o różnych głębokościach, czasami głębokość wody sięgał szyi więc łatwiej było płynąć) natomiast na pewno nie zapomnę przeprawy przez bagno. Pierwszy raz w życiu widziałem prawdziwe bagno i od razu zanurzyłem się w nim po pierś. W tym gęstym błocie, na rożnych wysokościach, występowały przeszkadzające pnie i gałęzie których nie sposób było zauważyć, przez co przeprawa była bardzo powolna. Nie brakowało również w miarę równych ścieżek gdzie mogliśmy rozwinąć większą prędkość i trochę zmęczyć się kondycyjnie. Bardzo mi się podobał zjazd po nawadnianej folii po stromym zboczu. Końcówka biegu była dosyć męcząca ponieważ prowadziła wężykiem po stromym zboczu, raz pod górę raz z góry. To był dla mnie jedyny moment, gdzie poczułem zbliżające się wyczerpanie. Uczucie to jednak szybko minęło i na metę wybiegliśmy razem pełnym pędem. Po pokonywaniu tylu przeszkód całe ciało krzyczało o odpoczynek, natomiast wydaje mi się, że kondycyjnie zwykły bieg uliczny na tym dystansie daje mi w kość bardziej, szczególnie biorąc pod uwagę, występujące na Huntrun wąskie gardła i konieczność oczekiwania przed przeszkodami, które dawały okazję na odpoczynek.

Kilka słów o organizacji. Specjalnie nie wspominałem o tym wcześniej by napisać o tym osobno. Organizatorzy Huntrun to zawodowcy. Bieg moim zdaniem był przygotowany adekwatnie do stopnia trudności. Na szczególnie niebezpiecznych odcinkach były dyżury ratowników medycznych, na trasie była jeden punkt z wodą co przy tym dystansie jest normą. Na mecie był suto owocami zastawiony stół oraz serwowane drinki z na miejscu miksowanych owoców (pyszne) oraz oczywiście woda i medale. Każdy zawodnik był osobno odnotowywany na starcie i mecie przez odpowiedzialną za to osobę. Hamburgery przysługujące po biegu były przepyszne i jestem pewien że to nie tylko efekt wilczego głodu. Zliczanie wyników odbyło się zaraz po przybiegnięciu ostatniej osoby z miejscem medalowym ostatniej serii, co jest bardzo miłym wyjątkiem, bo to zazwyczaj zawodnicy muszą czekać na wyniki (na rekordowych pod tym względem zawodach czekaliśmy z Mariolą około trzech godzin po zakończeniu biegów). Przy tym wszystkim odnotowaliśmy dwa zgrzyty pod względem organizacji: Pierwszym był tylko jeden natrysk dla wszystkich. W biegu uczestniczyli zawodnicy z całej Polski i podróż bez pobieżnego opłukania się z bagna i błota była nie do pomyślenia. My czekaliśmy w kolejce dwadzieścia minut. Drugim była klasyfikacja medalowa. Nie bardzo rozumiem (z rozmów przeprowadzonych z innymi uczestnikami wynika że oni również) powodów jakimi kierowali się organizatorzy, decydując się na ustawieniu na podium zwycięzców z poszczególnych serii. Szczególnie groteskowo wyglądało to kiedy czasy drugiego i trzeciego miejsca kobiet w serii „Elite” (czyli „najszybszej”) był gorszy od czasów Ewy i Marioli.  Osobiście mnie te dywagacje nie dotyczą ponieważ nie miałem szans na żadne miejsce medalowe w żadnym systemie kategorii więc nie chcę za długo się nad tym rozwodzić, tym niemniej były osoby, które mogły poczuć się pokrzywdzone tylko dlatego, że startowały w tej a nie innej serii.

Ten końcowy akcent trochę zepsuł ogólne wrażenie, ale nie na tyle by nie powiedzieć, że była to najlepsza impreza biegowa  w jakiej brałem udział w mojej krótkiej karierze. Organizację oceniam na 5-, ponieważ widać było że nacisk położony został na to co najważniejsze, czyli perfekcyjne przygotowanie trasy i jej obstawienie personelem zdolnym reagować w razie wypadków. Zgodnie stwierdziliśmy, że nie może nas zabraknąć na Huntrun 2015, a już mamy pierwsze deklaracje dołączenia do nas kolejnych osób.

Jeszcze kilka słów o Fivefingers. Oboje z Mariolą stwierdziliśmy, że buty spisały się znakofivefingersmicie. Cienka podeszwa okazała się właściwie atutem, ponieważ dopasowywała się do wymagającego podłoża, a agresywny bieżnik utrzymywał stopę w miejscu. Jednocześnie podeszwa w moim modelu jest na tyle gruba, że nie odczuwałem jakoś szczególnie ostrych korzeni bądź skał. Dokładne opasywanie stóp zapewniało pewne trzymanie butów podczas przeprawy przez bagno oraz zapobiegało dostawaniu się większych ilości błota do środka. Na początku próbowałem wspinać się samymi czubkami butów, jak zwykle robi się to przy tradycyjnym obuwiu. Jednak szybko doszedłem do wniosku, że w tym przypadku im większy kontakt z podłożem tym lepsze trzymanie. Jedyny moment kiedy zwątpiłem to wspomniana wcześniej kłoda, którą wolałem przejść okrakiem, jednak bardziej było to spowodowane moim wrodzonym strachem przed wysokością niż małą przyczepnością butów, tym bardziej, że  Mariola przeszła jak człowiek, na dwóch nogach.
Gratulacje dla zwycięzców biegu. Gratulacje dla Organizatorów za super imprezę. Gratulacje dla Ewy i Tomka za świetne czasy. Gratulacje dla wszystkich uczestników za podjęcie wyzwania. Uczucie po ukończeniu biegu jest bezcenne i na pewno impreza ta pozostanie na długo w naszej pamięci.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s