Prezenty, prezenty…

Uważam że to wspaniałe uczucie możliwości jakie dają nam czasami pewne rzeczy, a o wiele częściej przeżycia, jest bardziej uskrzydlające niż same rzeczy lub przeżycia, które powodują to uczucie. To my interpretujemy zdarzenia, pytanie tylko czy potrafimy zapanować nad tym procesem i pokierować nim tak by poczuć się dzisiaj tak samo jak wtedy, ale już bez konieczności czekania całego roku na kolejne urodziny lub reszty życia na niesamowity przypadek.
 Skoro jednak to ja definiuje co wzbudza mój potencjał to czy mogę czuć się ten sam sposób codziennie?
 Stąd wypłynął mój pomysł prezentów dla samego siebie. Co jakiś czas daję sobie prezent i staram się ciągle być świadomym tego, że właśnie otrzymałem wspaniały zestaw możliwości.
27639141_s nervous Ostatnio moim prezentem było zwolnienie z denerwowania się. Podarowałem sobie odpuszczenie wszelkich nerwów i spięć nie ważne jak mocno wierzyłbym, że świat robi mi na złość. Na początku było trudno ten prezent przyjąć i denerwowałem się, że nie mogę się przestać denerwować. Jednak im lepiej sobie radziłem tym bardziej uświadamiałem sobie jaki wartościowy prezent sobie dałem. Czasami kłóciło się to z moim poczuciem obowiązku. Kiedy stało się coś złego w pracy, poczułem się zobowiązany okazać zdenerwowanie, ale przypomniałem sobie, że nie muszę. Kiedy moje dziecko napsociło, chciałem się unieść w świętym oburzeniu, ale w porę zamiast tego zaniosłem się śmiechem. Kiedy ktoś bliski nie dotrzymał danego mi słowa, zamiast wymierzyć słuszną sprawiedliwość chociażby gorzkim wyrzutem – dałem spokój. Zamiast udowadniać światu jak bardzo jest popsuty i jak wiele roboty przede mną by go naprawić, zwolniłem się z odpowiedzialności za cały świat i olałem go. Do dzisiaj cokolwiek robię i gdziekolwiek jestem, ciągle gdzieś z tyłu głowy mam uczucie, że zdarzyło się coś wspaniałego i niezwykłego – zwolniłem się ze smyczy obowiązku naprawiania świata i świat stał się lepszy bez mojej zgody.
Musimy zdać sobie sprawę, że stoimy przed wyborem: Albo będziemy cierpliwie czekać aż wydarzy się coś co dzięki przypadkowemu splotowi przeszłych wydarzeń zinterpretujemy jako pozytywne, albo sami świadomie przejmiemy kontrolę nad tym ile razy dziennie poczujemy się szczęśliwi.
Bandler kiedyś powiedział że 10 absolutnie wspaniałych i niesamowitych doświadczeń dziennie to stanowczo za mało. Ile razy twoim zdaniem byłoby w sam raz?
 Kiedyś uważałem, że inni ludzie muszą potwierdzić że mam szczęście, przyznając że byliby szczęśliwi w moim położeniu (zdarza się nigdy). Teraz wolę, kiedy patrząc na mnie stwierdzają ten fakt po moim wyglądzie/zachowaniu. Pytają wtedy: No i z czego się tak cieszysz? A ja odpowiadam niegrzecznie pytaniem: No i z czego się tak nie cieszysz?
Myślę że o wiele trudniej znaleźć argumenty za tym by nie czuć się szczęśliwym, jednak ludzie uwielbiają takie trudne i poważne łamigłówki. Wtedy można poczuć się bardzo dorosło, jak ktoś ważny i zatroskany o wielkie i skomplikowane problemy życia, wszechświata i całej reszty. Zajmują one dużo czasu i zasobów, a potem można poczuć się porządnie wymęczonym i położyć się do łóżka nie spać.

Czy to oznacza, że ja już się nie denerwuje? Tymczasem denerwuje się rzadziej, ale dopiero się uczę innego reagowania na problemy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s